środa, 5 czerwca 2013

"Anielo - ręka! Powtórzmy tu śluby! Nam wiecznej chwały, a im wiecznej zguby!" - błagam, niech ktoś mnie zastrzeli~!

"Każdy medal ma dwie strony." - śpiewała Maryla Rodowicz. Bo w sumie racja. Wszystko ma strony i złe, i dobre... Nic nie jest idealne...

Bo weźmy na przykład takie "Śluby panieńskie" - sztukę, w której biorę udział, jako jedna z głównych bohaterek, Klara! Niby wszystko pięknie, ładnie i cacy, ale nie! Jestem, mówiąc niezbyt skromnie, dobrą aktorką, podobnie moja psiapsióła, grająca Anielę i wspomniany w przedostatnim poście Mop, który gra Gustawa. Ale pozostaje jeszcze Papan Austin ( tak, tak, dziwna ksywa...)... Tzn. Albin, czyli koleś, który zabujał się w Klarze, ale ta ciągle go odrzuca. Chcecie dowodu? No to macie:

ALBIN:
Nigdyż, Klaro, nie przyjdzie chwila wypłakana, 
Kiedy balsam otrzyma sroga serca rana?

KLARA:
Otrzymać może, ale nie ode mnie.

ALBIN:
Ja kocham.

KLARA:
Ja wiem.

ALBIN:
Zaczekam.

KLARA:
Daremnie.

ALBIN:
Błagam...

KLARA:
Dość tego.

ALBIN:
Okrutna!

KLARA:
Być może.

ALBIN:
Obym mógł przestać kochać.

KLARA:
Daj to Boże.

Wiecie już o co kaman?! A ten Austin pieprzony kompletnie wczuć się nie umie! Przecież już w przedszkolu nie jesteśmy, więc mało kto będzie dawać durnymi tekstami typu: "Przygotować wam łóżko?"! To on mi, cholera, wyznaje miłość, a nie ja jemu! Ale nie! On musi stać na drugim krańcu sceny, jak najdalej ode mnie! Więc, gdy ja robię krok do przodu, by to chociaż jakoś wyglądało, to on robi krok do tyłu. Powiedz mi, Austin, czy ja gryzę?

Albo inna sprawa. Jak już wspomniałam, to on wyznaje mi miłość. Tylko gdyby był tak łaskawy, by obdarzyć mnie chociażby jednym spojrzeniem. Nie, on patrzy na widownię. A jak go wzrokiem próbuję przyszpilić, to dupa blada. Skurczybyk jeden wzrokiem ucieka.

Dlatego, proszę, zastrzelcie mnie! Ja coś czuję, że te "Śluby" to porażka będzie! Jak tylko Klara i Aniela znają swoje role i umieją je odegrać?! To będzie więcej niż porażka...






poniedziałek, 3 czerwca 2013

A może pojadę nad morze...?

Może ja się mylę? Może źle wybrałam? Może ja jednak wierzę w tego Boga, czy jak mu tam było...? Może ja w rzeczywistości wcale tego bloga nie lubię? Może już dawno powinnam go zawiesić, mimo, że opublikowałam na nim tylko parę dennych postów?

A w ogóle skąd pomysł, bym go prowadziła? Skąd mi przyszło do głowy, że ja umiem o sobie pisać? O zmyślonych, idealnych bohaterkach owszem, ale o takiej małej dziewczynce w wełnianym sweterku i pomarańczowych martensach, przez przyjaciół zwanej Krasnalem...? Po cholerę mi to...

I jeszcze zastanawiam się, czy to jest zwykła farsa, bajeczka... To moje niby idealne życie. I skąd wiem, że ja to ja? Gdyby ktoś mnie spytał o cel w życiu, odpowiedziałabym, że jest nim doczekanie się wszystkich tomów ukochanych mang. Cholernie trywialne i puste, czyż nie?

Zresztą, co ja pieprzę?! To w ogóle nie ma sensu! Coś o jakiś wątpliwościach, mangach i innych duperelach. Ja pierdolę...

Mam dość. Dość, dość, dość. Jutro mogą być wyniki testu z historii, mam klasówkę z angielskiego i jeszcze pani bierze ćwiczenia do sprawdzenia. Dałam się ponieść zdenerwowaniu i teraz plotę trzy po trzy. Mam dość, naprawdę dość. Chyba pójdę spać...

poniedziałek, 20 maja 2013

Sranie w banie, tralala <-- oto, co się dzieje, gdy Krasnalowi zabraknie weny na tytuł...

Ble~!

Coś mi tak w budzie zaczęło odbijać i łaziłam za każdym powtarzając wciąż to nieszczęsne "ble". Za cholerę nie wiem, co mnie opętało. Dziś na wychowawczej z Sandaczem ( moja naj^^ ), Ojcem ( moja druga naj^^ ) i Mopem ( a to jest zmora i pies... Zboczeniec jeden...) zaczęliśmy baaardzo ciekawą  rozmowę o gejowskim porno... Tak, tak, no comments...

Na polskim dostaliśmy zadanie domowe, by podzielić się na grupy i napisać książkę - jeden rozdział każdy. Nie powie, fajnie. Ja z polaka jeste the best, a pisać lubię i w ogóle... Z kumpelami wymyśliłyśmy następującą fabułę:

Młoda dziewczyna zostaje potrącona przez samochód i zapada w śpiączkę. Ma sześć snów ( każdy dal jednego członka grupy ), w których spotyka Szalonego Kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów ( wpływ Pandora Hearts :P).
Właściwie całość kończy się, że dziewczyna umiera, odchodząc z Kapelusznikiem do jego Krainy Czarów. Happy i Unhappy End zarazem...

Więc ja, moi mili ludkowie, chciałabym sprezentować część, napisaną prze mua ( chodzi o mnie ). Liczę na krytykę i tą dobrą i tą złą. Arigatou za każdy pozostawiony pod ty postem komentarz ^^


~ Sen Pierwszy ~

Najpierw widzi jego cylinder. Jest czarny jak smoła, ale przyozdobiony jakąś zapisaną karteczką, łańcuszkami, piórkami i, trochę już nadwiędłymi, białymi różami. Dopiero potem przygląda się rudym lokom, cieniom pod jego intensywnie granatowymi oczami i namalowanej na jego twarzy róży, która zaczyna się w lewym kąciku ust i ciągnie niemal do ucha, przed którym rozkwita. Przy nim czuje się banalna i nieciekawa.
Nerwowym ruchem poprawia białą kokardę na brązowych lokach i wygładza błękitną sukienkę z połatanym fartuszkiem. Wyglądam jak Kopciuszek, myśli z goryczą.
Nie pamięta, jak się tu znalazła. Tu, czyli w tym dziwnym miejscu, gdzie wszystkie drzewa są nienaturalnie poskręcane i każde rodzi zakazane owoce z Edenu. W tym dziwnym miejscu, gdzie na niebie widać dokładnie każdą planetę, każdą gwiazdę, każdą mgławicę, każdą asteroidę, każdy meteoryt, każdą galaktykę. Każdy pamiętałby, jak trafił do takiego miejsca, bo to na pewno musiało być niesamowite przybycie, ale nie ona. Ona pamięta, że po prostu kiedyś zapadła sen, z którego nie może się wybudzić, choć powinna.
Chce spytać go, co to za miejsce, ale nie może. Nie dlatego, że gdzieś zniknął, że gdzieś odszedł, nie. To tylko nieistotny detal, którym zaprząta sobie głowę, choć to jedynie ją rozprasza. Ale w tym dziwnym, nierealnym, bezsensownym wymiarze nie może wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie należy do tego świata, nie jest jego częścią, nie ma więc prawa, by zabierać w nim głos. Jest głupia, skoro uważa, że tutaj jest potrzebna.
Ale w ludzkiej naturze leży upór. Ona nie jest wyjątkiem – też musi się uprzeć, też musi dopiąć swego.
Zaczyna więc go gonić. Biegnie coraz szybciej i szybciej. Nabiera głośno powietrza, próbując sobie przypomnieć po co tak właściwie za nim biegnie. Widzi jego kontury. Mimo że on idzie, a ona biegnie, to on jest szybszy. Śpiewa jakąś piosenkę, której ona słyszy tylko melodię, chociaż nikt jej nie gra. Ta melodia wydobywa się z jego ust . Chce krzyknąć jego imię, którego nie zna. Jednak wie, że gdyby udało jej się wydobyć z siebie głos jego imię samo wpłynęłoby jej na usta.
Wchodzi na zamarznięte jezioro. Ona zastanawia się skąd w tym dziwnym świecie biorą się jeziora, skąd w tym dziwnym świecie bierze się mróz, który sprawia, że te jeziora są zamarznięte. To pytanie dotyczy również jej świata, naszego świata i, podobnie jak ona, w tym wymiarze jest nieistotne i niepotrzebnie zadane.
Kapelusznik idzie dalej. Właściwie, to skąd ona wie, że on jest Kapelusznikiem? Potrząsa swoimi brązowymi lokami, by wyrzucić z głowy wszystkie myśli, które utrudniają jej bieg. Chce, tak bardzo chce go dogonić...
Gdy ona również wbiega na taflę lodu, on zatrzymuje się, odwraca i posyła jej lekki uśmiech. Po czym rusza dalej. Ona jest zszokowana, ale mimo to, nie zatrzymuje się. Dla swojego pragnienia zrobi wszystko.
I wtedy tafla lodu załamuje się pod nią, a ona leci w dół. Tak, w dół, bo pod lodem nie ma wody, tylko pustka. Leci w nią, coraz bardziej zatracając się w tej ciemności. Ale wie, że się nie zatraci. Przecież gdzieś tam, w oddali migocze postać Kapelusznika. A może to tylko złudzenie, które ma ją chronić?
W pewnym momencie z hukiem upada na marmurową posadzkę. Rozgląda się dookoła, szukając wzrokiem swojej zguby. Widzi go. Rozmawia z jakąś dziwną kobietą w masce.
Kobietą?
Lustruje wzrokiem pomieszczenie, w którym się znalazła. Marmurowe ściany i podłoga mają przyjemną barwę złota, którą nadaje im światło tysiąca świec zapalonych w tym pokoju. To chyba sala balowa, myśli ze zdziwieniem. Tutaj każdy ma maskę. Jedni uśmiechniętą, a inni smutną.I każdy ma przepiękny strój. Szczególnie podoba jej się ta wielka, szara suknia z dołem przypominającym złożony parasol, ozdobiona milionem różowiutkich kokardek i różyczek, należąca do nieznajomej czarnowłosej damy.
Ze wstydem patrzy na swoją błękitną sukieneczkę z fartuszkiem, której... Której nie ma już na sobie. Zamiast niej nosi śliczną, sięgającą do połowy kostek, kremową kreację z czarnymi wstawkami, rozkloszowaną spódnicą, lekko przydługimi rękawami na końcu ozdobionymi falbanami i wielką czarną kokardą przy dekolcie. Z zadowoleniem stwierdza, że jej sukienka jest ładniejsza nawet od tej szarej i pysznie poprawia swój malutki, kremowy kapelusik z czarną wstęgą i kokardą.
Gdy dumnie podnosi wzrok, natyka się na szeroki uśmiech Kapelusznika. Więc on to dla niej zrobił! Jak? Nawet o tym nie myśli, już nauczyła się, że w tym świecie nie zadaje się pytań.
Jej wymarzony towarzysz podchodzi do niej i wyciąga dłoń w jej stronę, prosząc o ją o jeden taniec. Ona kiwa głową i chce spytać, czy może przymierzyć jego cylinder, ale przypomina sobie, że w tym świecie nie może mówić
Orkiestra zaczyna grać jakiegoś walca. Nie słyszała go nigdy, a jeśli już, to zapomniała. Jednak, na szczęście, jej partner go zna i gładko ją przez niego prowadzi. Delikatnie trzyma jej dłoń, raz robiąc z nią obrót, a raz po prostu kołysząc ją, jak kołyszą się liście na wietrze. Ona z zadowoleniem stwierdza, że są chyba najbardziej obserwowaną parą w sali i uśmiecha się uwodzicielsko, by sprawiać wrażenie jeszcze piękniejszej. Chyba jej się udaje, bo ma wrażenie, ze wszyscy kręcą głową nad jej urodą.
Z instrumentów zaczynają wydobywać się głębokie dźwięki, przypominające jej czołówkę jakiegoś horroru, który kiedyś oglądała. Sprawia to, że po jej plecach przechodzi dreszcz i mocniej zaciska palce na dłoni swojego partnera.
Ale nie, Kapelusznik gdzieś już zniknął, zostawiając ją samą. Samą w tej wielkiej sali, pełnej nieznanych jej ludzi. I sala też gdzieś się rozpływa, nawet nie zauważa kiedy. Teraz stoi sama w jakimś korytarzy, którego podłoga wyłożona jest różowo czarnymi kafelkami, które przynoszą na myśl szachownicę.
Ona nie umie grać w szachy. Nie ma pojęcia, jak poruszają się skoczek, król, królowa, goniec, wieża i inne pionki o nazwach, które nic jej nie mówią. To, że czegoś nie umie sprawia, że chce jej się płakać. Ale powstrzymuje się, bo ma wrażenie, ze Kapelusznik na nią patrzy, a ona nie chce, by zobaczył jej łzy.
Wtedy na końcu tunelu widzi jakieś światełko. Chce pobiec ku niemu, mając nadzieję, ze okaże się ono Kapelusznikiem, albo zaprowadzi ją do niego.
Jednak, nim robi chociaż jeden krok, ktoś łapie ją za rękę i zatrzymuje. Podnosi wzrok
i widzi osobę, którą tyle czasu goniła. Nie wie, dlaczego to robi, ale rzuca mu się na szyję i wtula w jego zamszowy, bordowy płaszcz. Jest przyjemny i pachnie sianem, starym pergaminem i lawendą. Chce trwać tak przy nim wiecznie. Jest ciepły, tak przyjemnie ciepły. Gdy czuje na swoich ramionach jego dłonie, myśli, że chce oddać jej uścisk. Ale myli się.
Kapelusznik gwałtownie odrywa ją od siebie i pcha na bok. Słusznie, bo w tym momencie straszny metalowy stwór z rykiem tratuje miejscem, w którym przed chwilą stali. Przygląda mu się uważnie. Potwór ma gładki pysk, ale nad nim nie ma oczu, tylko szkło, chyba jakąś szybę. Na pysku, zamiast nozdrzy dwa światełka, które ona pomyliła z Kapelusznikiem. Gdy jej towarzysz uderza w stwora lakierowaną, czarną laskę, która nie wiadomo kiedy znalazła się w jego dłoni, rozlega się głuchy dźwięk.
Ja chyba wiem, co to jest, myśli ona, przyglądając się walce, To się nazywa samochód. S-a-m-o-c-h-ó-d.
I przypomina sobie, że to chyba sprawiło, że zapadła w ten dziwny, pozbawiony jakiejkolwiek treści sen. Chyba ja uderzyło, a ona poturlała się po jego pysku, wpadając i zbijając te szybki, które zastępują mu oczy. To wszystko, co pamięta i wątpi, by przypomniała sobie coś jeszcze.
Kapelusznik wygrał z tym śmiesznym stworem, który stał się kluczowym elementem w jej śnie. Po namyśle stwierdza, że to właśnie dzięki temu potworowi dostała się tutaj i spotkała Kapelusznika i, że już właściwie nie wie, czy on jest dobry, czy zły. Jej towarzysz dyszy, zmęczony walką, której ona nie widział, bo była zamyślona. Ale on podochodzi do niej i łagodnym głosem pyta, czy chce pójść z nim, odejść do jego świata. Ona chce mu odpowiedzieć, że jeszcze go nie zna, że nie jest gotowa, by odejść razem z nim, że nie chce opuścić tych, których kocha, nawet jeśli ich nie pamięta i, że chce sobie przypomnieć, jak tu trafiła i po co. To wszystko chce mu powiedzieć. Ale w ostateczności tylko kręci głową i zamyka oczy, znów w zapadając w sen.

Ale  chłam, co nie~?

niedziela, 5 maja 2013

„Niezgodna”, One Direction, Pandora Hearts – żyć nie umierać!


Trochę psioczenia, trochę wychwalania, czyli... Krasnalek się rozkręca! Zacznijmy więc od „Niezgodnej”...

Uwaga! Wszyscy fani tej książki powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

W przyszłości Chicago ( tak, to miasto w USA, w którym aż roi się od Polaków! ) będzie podzielone na pięć frakcji: Altruizm, Erudycję, Prawość, Nieustraszoność i Serdeczność. Główną bohaterką jest Bellatriss ( nie jestem pewna, co do pisowni imienia, nie mam przed sobą książki...) Prior, wychowana w spokojnym Altruizmie, typowa dla swojej frakcji szara myszka. Bellatriss staje, jak każdy szesnastolatek, przed możliwością wyboru innej frakcji lub pozostania w swojej, Bellatriss wybiera Nieustraszoność i staje się odważną i bezwzględną Triss. No,i zakochuje się w swoim trenerze...

Ja dla tej książki mam jedno określenie: BEZCZELNA ZRZYNA Z IGRZYSK ŚMIERCI. Jako zagorzała fanka bestselerowej trylogii Suzanne Collins jestem, co najmniej, oburzona. Żeby to jeszcze jakiś poziom trzymało! A to jest po prostu beznadziejne. Co najważniejsze to, jest to zwykłe, żałosne kopiowanie. Powstanie na gruzach reali naszego świata? Podzielenie na coś w rodzaju regionów? Czy my tego już gdzieś nie czytaliśmy? Krytycy wychwalają charakter Bellitriss, która nie jest słodką, naiwną dziewczynką, ale silną, twardą młodą kobietą. No, heloł! To też istna zrzyna z Katniss, która taka właśnie jest! Ja czytając książkę, miałam dziwne wrażenie, że autorka ( nie pamiętam nazwiska :-P ) nie ma wyobraźni i musi kopiować z książki, która jej się spodobała. O ile „Delirium”, gdzie widać, że trochę „Igrzyskami” jest inspirowane, ale za to kompletnie od nich odmienne, to kawał dobrej roboty, „Igrzyska śmierci” ( a zwłaszcza ostatnia część, „Kosogłos”, na której ryczałam, jak głupia! ) to arcydzieło godne Nobla, to „Niezgodna” to zwykły komercyjny chłam. Przepraszam, ja inaczej tego nie ujmę...

To teraz One Direction...

Uwaga! Wszyscy fani tego zespołu powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

Tak, teraz też trochę ponawieszam psów!! N i e z n o s z ę O n e D i r e c t i o n... Sam ich widok powoduje u mnie mdłości. Do ich muzyki nic nie mam, nawet wpada w ucho. Ostatnio nawet mile zaskoczyli mnie coverem „One way or another”. Oczywiście, oryginał o niebo niebieskie lepszy, ale dobrze im poszło z ich wersją. Skoro nie nie lubię ( bo nie mogę powiedzieć, że lubię. ) ich muzyki, co sprawia, że żywię do nich tak głęboką nienawiść?

Przede wszystkim fanki.

Dla mnie nie ma nic gorszego od piszczącej tłuszczy rozchichotanych panienek, które wyobrażają sobie, że pewnego dnia ten Harry, ten Liam, czy inny pedał im się oświadczy! Po prostu zęby bolą! Ja, jako zagorzała fanka następujących panów: Johnnego Deppa, Hayao Miyazakiego, Grella Sutcliffe'a ( który poniekąd sądzi, że jest kobietą... ), doktora House'a, L'a, Xerxesa Breaka, Jellala Fernandesa i Tygryska ( bez komentarza =_='' ) ograniczam się jedynie do szatańskiego chichotu, gdy jest o nich mowa. Ale nie robię sobie zdjęć, na których widać, jakby któryś z moich idoli mnie ruchał ( podobno jedna, taka fanka wstawiła takie swoje z nią i Harrym w rolach głównych...)! NO COMMENTS.

A na koniec Pandora Hearts...

Uwaga! Wszyscy antyfani tego anime bądź mangi powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

Miało być wychwalanie? No, to będzie wychwalanie! Krasnale nie rzucają swych słów na wiatr, ot co! Na początku taki krótki opisik fabuły:

Oz Vessalius ma wszystko, czego mu trzeba. Jest dziedzicem jednego z czterech, wpływowych rodów książęcych. Pewnego dnia, przed swoją ceremonią wkroczenia w pełnoletność, słyszy, dziwną melodię pozytywki. Goniąc za nią niczym Alicja za Białym Królikiem, wraz ze swoim sługą Gilbertem wpada do dziury. Znajduje tam grób, na którym wisi tajemniczy zegarek z wbudowaną pozytywką, która wygrywa ową melodię. Gdy Oz dotyka zegarka, nagle pojawia się w jakimś pokoju, w którym wszystkie zabawki żyją. Nagle zjawia się przed nim obca dziewczynka, która oznajmia mu, że tyle na niego czekała i próbuje go przytulić. Chłopak całkowicie zdziwiony, nie wie co jej odpowiedzieć. W pewnym momencie dziewczynka zaczyna go dusić, mówiąc, że go zabije i nigdy nie wybaczy mu tego, co jej zrobił. Haczyk tkwi w tym, że Oz widzi ją po raz pierwszy... Ale to nie koniec kłopotów. Podczas swojej ceremonii pełnoletności Oz zostaje wtrącony do Otchłani przez zakapturzonych napastników. Tam z pomocą przychodzi mu owa dziewczynka, która twierdzi, że nigdy go nie widziała i wyjawia mu, że ma na imię Alice. Oraz, że zna sposób, by wydostać się z Otchłani. Oz musi tylko zawrzeć z nią kontrakt...

Ja mam tylko trzy litery na to anime: OMG. To jest rewelka! Prawdziwa perełka wśród anime i mang! Ja zamierzam sobie mangę kupić! Kreska jest w anime troszkę kiepska, ale już trudno! Jun Mochizuki rysuje bardzo drobiazgowo i przerobienie stylu jej rysunków na wersję animowaną to jest po prostu zadanie niemożliwe. Fabuła jest zarypista! Tyle tajemnic, zagadek, powodów do wzruszeń, wyraziści bohaterowie! Kompletny fanserwis! I te nawiązania do „Alicji w Krainie Czarów”! Jest jednak ten minus, że kto tej książki nie czytał, ten raczej za bardzo się nie połapie... Głupio jest tylko, że koniec serii pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi... A żeby je poznać należy zakupić mangę...

Więc sayonara moi mili, jadę do Empiku po tomiki Pandora Hearts^^


środa, 13 marca 2013

No, comment, no comment, ludzie! - ale właśnie o komentarze chodzi...

Piszę na informatyce i mam nadzieję, że nikt mnie nie przyłapie! Ufff, mam tą kartkę elektroniczną zaliczoną, więc chyba mogę robić, co chcę?

No, to na temat! Źle się dzieje na moim blogu! Tylko moja kompanka, Ania ( ukłon w jej stronę ) cokolwiek komentuje! Druga moja kompanka, też Ania, powiadamia mnie w szkole o tym, że przeczytała moje wypociny, ale też nie komeeeeeeentuuuuuuuujeeeeee!!!!!!! Grrrr...

Okej, dosyć zrzędzenia! Ale weźcie jakieś wnioski wyciągnijcie! Przeczytałeś, to skomentuj! Chcę wiedzieć, co sądzicie o moim blogu! Ale teraz coś milszego! Założyłam nowego bloga, fanficka do Fairy Tail. A tak przy okazji... Kto pierwszy powie "chińska bajeczka, jest martwy! Dobra, dobra, już podaję adres...

www.tatoo-of-the-fairy-tail.blogspot.com

To tyle na dzisiaj, bo za chwilę lekcja się kończy^^

 

niedziela, 10 marca 2013

"Japonia" - mój popieprzony wierszyk XD

Więc to Japonia,
Kraj kwitnącej wiśni
I dziewczynek z wielkimi oczami,
Co powstały w wizji człowieka,
By bawić telewidzów.

Po ulicach,
Usłanymi kablami,
Kroczą dumnie samuraje,
Którzy nimi nie są.

Budynki kolorowe
Rozbłyskują,
Tworząc wielką metropolię.
Metrem podróżują miliony,
Zgubić się można we wszystkim,

Zupełnie inny świat.
Ktaina Oz, wyjęta z książki.
Spacerujące gejsze, ubrane w mundurki
I krawaty.
Pomieszane z pomieszanym.
Nie da się odróżnić tradycji od nowoczesności.

Tak brzmi notka dotycząca Japonii.

Fajny wierszyk? Bo mi się podoba ( ach, skromna jak zawsze :-P )! Jak mi ten głupi net się nie rąbnie to w tym poście będzie AMV ( Anime Music Video ), dzięki któremu odkryłam fajną piosenkę. Co prawda słowa są nie tenteges, ale muzyka zajebiaszcza! Tytuł "Beat Drop", jakby ktoś się ciekawił. Trzymajcie, więc kciuki, by to gówno się wstawiło!

Mam już królika! Ma na imię Truśka, choć ja chciałam ją nazwać Pasztetowa ( wielki ARIGATOU dla Ańci, która mi pomogła z tym pasztetem!!! ). Jest świetna! Jak tylko wejdzie się do pokoju, w którym mieszka, to już stoi "słupka", aby wyciągnąć ją z klatki! A w nocy łomocze i gryzie pręty, żeby ją wypuścić! Słodziak!

"-Widzisz, Korba? Ci to mieli przesrane w tych warunkach!
-Tak, tato, oczywiście...
- Ale my mamy jeszcze gorzej, bo mieszkamy z twoją matką!"
Tak mniej więcej wyglądała konwersacja moja z tatą podczas oglądania dokumentu o oblężeniu Staliningradu. Niezły ten mój ojczulek, nie?

niedziela, 3 marca 2013

Wrrrr... Wrrrr... Wrrrr



Rodzice pojechali po królika Fajnie, nie? Nareszcie w domu będzie ktoś, kto mnie zrozumie. Bo my, krasnale, jesteśmy takie, jakie jesteśmy... A żeby było miło, to przed wyjściem mama napsioczyła mi o tróję z matmy i o tym, że mówiłam, że chcę sobie podnieść średnią. Bo chcę, do cholery!!!!!!!!!! Nie mogę przecież pozwolić, by Mop i Franciszkanin mnie wyprzedzili. Ania, z całym szacunkiem, ale byś ty to zrobiła pozwolić też nie mogę! Ale nie, no! Cały wieczór mi swoimi wymysłami matka zepsuła! A żeby było mało, to ojciec zabrał neta ( piszę w Wordzie :P )!!!
Więc z oglądania Fairy Tail nici... Dupa, dupa, dupa!!!!!!!

A przeczytałam dzisiaj, że w kwietniu J.P.Fantastica zawiesiło wydawanie Naruto, a zamiast tego wydają.... Tak! Fairy Tail! Przepraszam, że się tak tym jaram, ale to moja obsesja!!! No, taki przykład: jedna z głównych bohaterów walczy, przegrywa i nagle słyszy głos swego, według mnie, ukochanego. Dostaje sił do walki i wygrywa. A ja w ty momencie zaczynam się drzeć „Miłość wszystko zwycięży!” i śpiewam „This is love, this is love, this is love...”. Czy ja jestem normalna?
Albo inaczej: ta sama laska i ten sam kolo już praktycznie się całują, gdy ten koleś ją od siebie odsuwa i mówi, że ma narzeczoną. To ja wtedy wydarłam się na cały pokój: „Ty dupku!”. A dodajmy, że wtedy w moim pokoju był tata....
„Sid, zamknij się!”. No, ja im dam! Tak się do mojego Sida zwracać? Chamstwo w państwie! Ogar, Krasnal, ogar... Przepraszam, tak właśnie działają na mnie bajki dla dzieci. Na „Shreku” wrzeszczę jak opętana „Ośle, kocham cię!”, a na „Madagaskarze” śpiewam, a właściwie ryczę, „Wyginam śmiało ciało”. No, jestem jaka jestem. Jutro, dla Was dzisiaj, opublikuję ten post i dodam powyżej takie dobre AMV Erza x Jellal ( znani wcześniej jako Laska i Kolo ^.* ).

I niech Krasnal będzie z Wami!