niedziela, 5 maja 2013

„Niezgodna”, One Direction, Pandora Hearts – żyć nie umierać!


Trochę psioczenia, trochę wychwalania, czyli... Krasnalek się rozkręca! Zacznijmy więc od „Niezgodnej”...

Uwaga! Wszyscy fani tej książki powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

W przyszłości Chicago ( tak, to miasto w USA, w którym aż roi się od Polaków! ) będzie podzielone na pięć frakcji: Altruizm, Erudycję, Prawość, Nieustraszoność i Serdeczność. Główną bohaterką jest Bellatriss ( nie jestem pewna, co do pisowni imienia, nie mam przed sobą książki...) Prior, wychowana w spokojnym Altruizmie, typowa dla swojej frakcji szara myszka. Bellatriss staje, jak każdy szesnastolatek, przed możliwością wyboru innej frakcji lub pozostania w swojej, Bellatriss wybiera Nieustraszoność i staje się odważną i bezwzględną Triss. No,i zakochuje się w swoim trenerze...

Ja dla tej książki mam jedno określenie: BEZCZELNA ZRZYNA Z IGRZYSK ŚMIERCI. Jako zagorzała fanka bestselerowej trylogii Suzanne Collins jestem, co najmniej, oburzona. Żeby to jeszcze jakiś poziom trzymało! A to jest po prostu beznadziejne. Co najważniejsze to, jest to zwykłe, żałosne kopiowanie. Powstanie na gruzach reali naszego świata? Podzielenie na coś w rodzaju regionów? Czy my tego już gdzieś nie czytaliśmy? Krytycy wychwalają charakter Bellitriss, która nie jest słodką, naiwną dziewczynką, ale silną, twardą młodą kobietą. No, heloł! To też istna zrzyna z Katniss, która taka właśnie jest! Ja czytając książkę, miałam dziwne wrażenie, że autorka ( nie pamiętam nazwiska :-P ) nie ma wyobraźni i musi kopiować z książki, która jej się spodobała. O ile „Delirium”, gdzie widać, że trochę „Igrzyskami” jest inspirowane, ale za to kompletnie od nich odmienne, to kawał dobrej roboty, „Igrzyska śmierci” ( a zwłaszcza ostatnia część, „Kosogłos”, na której ryczałam, jak głupia! ) to arcydzieło godne Nobla, to „Niezgodna” to zwykły komercyjny chłam. Przepraszam, ja inaczej tego nie ujmę...

To teraz One Direction...

Uwaga! Wszyscy fani tego zespołu powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

Tak, teraz też trochę ponawieszam psów!! N i e z n o s z ę O n e D i r e c t i o n... Sam ich widok powoduje u mnie mdłości. Do ich muzyki nic nie mam, nawet wpada w ucho. Ostatnio nawet mile zaskoczyli mnie coverem „One way or another”. Oczywiście, oryginał o niebo niebieskie lepszy, ale dobrze im poszło z ich wersją. Skoro nie nie lubię ( bo nie mogę powiedzieć, że lubię. ) ich muzyki, co sprawia, że żywię do nich tak głęboką nienawiść?

Przede wszystkim fanki.

Dla mnie nie ma nic gorszego od piszczącej tłuszczy rozchichotanych panienek, które wyobrażają sobie, że pewnego dnia ten Harry, ten Liam, czy inny pedał im się oświadczy! Po prostu zęby bolą! Ja, jako zagorzała fanka następujących panów: Johnnego Deppa, Hayao Miyazakiego, Grella Sutcliffe'a ( który poniekąd sądzi, że jest kobietą... ), doktora House'a, L'a, Xerxesa Breaka, Jellala Fernandesa i Tygryska ( bez komentarza =_='' ) ograniczam się jedynie do szatańskiego chichotu, gdy jest o nich mowa. Ale nie robię sobie zdjęć, na których widać, jakby któryś z moich idoli mnie ruchał ( podobno jedna, taka fanka wstawiła takie swoje z nią i Harrym w rolach głównych...)! NO COMMENTS.

A na koniec Pandora Hearts...

Uwaga! Wszyscy antyfani tego anime bądź mangi powinni w trybie natychmiastowym kliknąć ten pocieszny, czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu!

Miało być wychwalanie? No, to będzie wychwalanie! Krasnale nie rzucają swych słów na wiatr, ot co! Na początku taki krótki opisik fabuły:

Oz Vessalius ma wszystko, czego mu trzeba. Jest dziedzicem jednego z czterech, wpływowych rodów książęcych. Pewnego dnia, przed swoją ceremonią wkroczenia w pełnoletność, słyszy, dziwną melodię pozytywki. Goniąc za nią niczym Alicja za Białym Królikiem, wraz ze swoim sługą Gilbertem wpada do dziury. Znajduje tam grób, na którym wisi tajemniczy zegarek z wbudowaną pozytywką, która wygrywa ową melodię. Gdy Oz dotyka zegarka, nagle pojawia się w jakimś pokoju, w którym wszystkie zabawki żyją. Nagle zjawia się przed nim obca dziewczynka, która oznajmia mu, że tyle na niego czekała i próbuje go przytulić. Chłopak całkowicie zdziwiony, nie wie co jej odpowiedzieć. W pewnym momencie dziewczynka zaczyna go dusić, mówiąc, że go zabije i nigdy nie wybaczy mu tego, co jej zrobił. Haczyk tkwi w tym, że Oz widzi ją po raz pierwszy... Ale to nie koniec kłopotów. Podczas swojej ceremonii pełnoletności Oz zostaje wtrącony do Otchłani przez zakapturzonych napastników. Tam z pomocą przychodzi mu owa dziewczynka, która twierdzi, że nigdy go nie widziała i wyjawia mu, że ma na imię Alice. Oraz, że zna sposób, by wydostać się z Otchłani. Oz musi tylko zawrzeć z nią kontrakt...

Ja mam tylko trzy litery na to anime: OMG. To jest rewelka! Prawdziwa perełka wśród anime i mang! Ja zamierzam sobie mangę kupić! Kreska jest w anime troszkę kiepska, ale już trudno! Jun Mochizuki rysuje bardzo drobiazgowo i przerobienie stylu jej rysunków na wersję animowaną to jest po prostu zadanie niemożliwe. Fabuła jest zarypista! Tyle tajemnic, zagadek, powodów do wzruszeń, wyraziści bohaterowie! Kompletny fanserwis! I te nawiązania do „Alicji w Krainie Czarów”! Jest jednak ten minus, że kto tej książki nie czytał, ten raczej za bardzo się nie połapie... Głupio jest tylko, że koniec serii pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi... A żeby je poznać należy zakupić mangę...

Więc sayonara moi mili, jadę do Empiku po tomiki Pandora Hearts^^


1 komentarz:

  1. Teraz tak...
    Po pierwsze: Zgadzam się co do Niezgodnej! Może ten Cztery trochę seksi jest, ale szczegóły...
    Po drugie: One Direction totalna chała! W radiu jeszcze ich zniosę, ale w TV i Japonii to już nie!
    I w końcu po trzecie: A kto ci pokazał Pandore no kto? Oczywiście, że ja! Nie ma to jak wrodzona skromność...

    OdpowiedzUsuń