Coś mi tak w budzie zaczęło odbijać i łaziłam za każdym powtarzając wciąż to nieszczęsne "ble". Za cholerę nie wiem, co mnie opętało. Dziś na wychowawczej z Sandaczem ( moja naj^^ ), Ojcem ( moja druga naj^^ ) i Mopem ( a to jest zmora i pies... Zboczeniec jeden...) zaczęliśmy baaardzo ciekawą rozmowę o gejowskim porno... Tak, tak, no comments...
Na polskim dostaliśmy zadanie domowe, by podzielić się na grupy i napisać książkę - jeden rozdział każdy. Nie powie, fajnie. Ja z polaka jeste the best, a pisać lubię i w ogóle... Z kumpelami wymyśliłyśmy następującą fabułę:
Młoda dziewczyna zostaje potrącona przez samochód i zapada w śpiączkę. Ma sześć snów ( każdy dal jednego członka grupy ), w których spotyka Szalonego Kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów ( wpływ Pandora Hearts :P).
Właściwie całość kończy się, że dziewczyna umiera, odchodząc z Kapelusznikiem do jego Krainy Czarów. Happy i Unhappy End zarazem...
Więc ja, moi mili ludkowie, chciałabym sprezentować część, napisaną prze mua ( chodzi o mnie ). Liczę na krytykę i tą dobrą i tą złą. Arigatou za każdy pozostawiony pod ty postem komentarz ^^
~ Sen Pierwszy ~
Najpierw widzi jego cylinder. Jest czarny jak smoła, ale przyozdobiony jakąś zapisaną karteczką, łańcuszkami, piórkami i, trochę już nadwiędłymi, białymi różami. Dopiero potem przygląda się rudym lokom, cieniom pod jego intensywnie granatowymi oczami i namalowanej na jego twarzy róży, która zaczyna się w lewym kąciku ust i ciągnie niemal do ucha, przed którym rozkwita. Przy nim czuje się banalna i nieciekawa.
Nerwowym ruchem poprawia białą kokardę na brązowych lokach i wygładza błękitną sukienkę z połatanym fartuszkiem. Wyglądam jak Kopciuszek, myśli z goryczą.
Nie pamięta, jak się tu znalazła. Tu, czyli w tym dziwnym miejscu, gdzie wszystkie drzewa są nienaturalnie poskręcane i każde rodzi zakazane owoce z Edenu. W tym dziwnym miejscu, gdzie na niebie widać dokładnie każdą planetę, każdą gwiazdę, każdą mgławicę, każdą asteroidę, każdy meteoryt, każdą galaktykę. Każdy pamiętałby, jak trafił do takiego miejsca, bo to na pewno musiało być niesamowite przybycie, ale nie ona. Ona pamięta, że po prostu kiedyś zapadła sen, z którego nie może się wybudzić, choć powinna.
Chce spytać go, co to za miejsce, ale nie może. Nie dlatego, że gdzieś zniknął, że gdzieś odszedł, nie. To tylko nieistotny detal, którym zaprząta sobie głowę, choć to jedynie ją rozprasza. Ale w tym dziwnym, nierealnym, bezsensownym wymiarze nie może wydać z siebie żadnego dźwięku. Nie należy do tego świata, nie jest jego częścią, nie ma więc prawa, by zabierać w nim głos. Jest głupia, skoro uważa, że tutaj jest potrzebna.
Ale w ludzkiej naturze leży upór. Ona nie jest wyjątkiem – też musi się uprzeć, też musi dopiąć swego.
Zaczyna więc go gonić. Biegnie coraz szybciej i szybciej. Nabiera głośno powietrza, próbując sobie przypomnieć po co tak właściwie za nim biegnie. Widzi jego kontury. Mimo że on idzie, a ona biegnie, to on jest szybszy. Śpiewa jakąś piosenkę, której ona słyszy tylko melodię, chociaż nikt jej nie gra. Ta melodia wydobywa się z jego ust . Chce krzyknąć jego imię, którego nie zna. Jednak wie, że gdyby udało jej się wydobyć z siebie głos jego imię samo wpłynęłoby jej na usta.
Wchodzi na zamarznięte jezioro. Ona zastanawia się skąd w tym dziwnym świecie biorą się jeziora, skąd w tym dziwnym świecie bierze się mróz, który sprawia, że te jeziora są zamarznięte. To pytanie dotyczy również jej świata, naszego świata i, podobnie jak ona, w tym wymiarze jest nieistotne i niepotrzebnie zadane.
Kapelusznik idzie dalej. Właściwie, to skąd ona wie, że on jest Kapelusznikiem? Potrząsa swoimi brązowymi lokami, by wyrzucić z głowy wszystkie myśli, które utrudniają jej bieg. Chce, tak bardzo chce go dogonić...
Gdy ona również wbiega na taflę lodu, on zatrzymuje się, odwraca i posyła jej lekki uśmiech. Po czym rusza dalej. Ona jest zszokowana, ale mimo to, nie zatrzymuje się. Dla swojego pragnienia zrobi wszystko.
I wtedy tafla lodu załamuje się pod nią, a ona leci w dół. Tak, w dół, bo pod lodem nie ma wody, tylko pustka. Leci w nią, coraz bardziej zatracając się w tej ciemności. Ale wie, że się nie zatraci. Przecież gdzieś tam, w oddali migocze postać Kapelusznika. A może to tylko złudzenie, które ma ją chronić?
W pewnym momencie z hukiem upada na marmurową posadzkę. Rozgląda się dookoła, szukając wzrokiem swojej zguby. Widzi go. Rozmawia z jakąś dziwną kobietą w masce.
Kobietą?
Lustruje wzrokiem pomieszczenie, w którym się znalazła. Marmurowe ściany i podłoga mają przyjemną barwę złota, którą nadaje im światło tysiąca świec zapalonych w tym pokoju. To chyba sala balowa, myśli ze zdziwieniem. Tutaj każdy ma maskę. Jedni uśmiechniętą, a inni smutną.I każdy ma przepiękny strój. Szczególnie podoba jej się ta wielka, szara suknia z dołem przypominającym złożony parasol, ozdobiona milionem różowiutkich kokardek i różyczek, należąca do nieznajomej czarnowłosej damy.
Ze wstydem patrzy na swoją błękitną sukieneczkę z fartuszkiem, której... Której nie ma już na sobie. Zamiast niej nosi śliczną, sięgającą do połowy kostek, kremową kreację z czarnymi wstawkami, rozkloszowaną spódnicą, lekko przydługimi rękawami na końcu ozdobionymi falbanami i wielką czarną kokardą przy dekolcie. Z zadowoleniem stwierdza, że jej sukienka jest ładniejsza nawet od tej szarej i pysznie poprawia swój malutki, kremowy kapelusik z czarną wstęgą i kokardą.
Gdy dumnie podnosi wzrok, natyka się na szeroki uśmiech Kapelusznika. Więc on to dla niej zrobił! Jak? Nawet o tym nie myśli, już nauczyła się, że w tym świecie nie zadaje się pytań.
Jej wymarzony towarzysz podchodzi do niej i wyciąga dłoń w jej stronę, prosząc o ją o jeden taniec. Ona kiwa głową i chce spytać, czy może przymierzyć jego cylinder, ale przypomina sobie, że w tym świecie nie może mówić
Orkiestra zaczyna grać jakiegoś walca. Nie słyszała go nigdy, a jeśli już, to zapomniała. Jednak, na szczęście, jej partner go zna i gładko ją przez niego prowadzi. Delikatnie trzyma jej dłoń, raz robiąc z nią obrót, a raz po prostu kołysząc ją, jak kołyszą się liście na wietrze. Ona z zadowoleniem stwierdza, że są chyba najbardziej obserwowaną parą w sali i uśmiecha się uwodzicielsko, by sprawiać wrażenie jeszcze piękniejszej. Chyba jej się udaje, bo ma wrażenie, ze wszyscy kręcą głową nad jej urodą.
Z instrumentów zaczynają wydobywać się głębokie dźwięki, przypominające jej czołówkę jakiegoś horroru, który kiedyś oglądała. Sprawia to, że po jej plecach przechodzi dreszcz i mocniej zaciska palce na dłoni swojego partnera.
Ale nie, Kapelusznik gdzieś już zniknął, zostawiając ją samą. Samą w tej wielkiej sali, pełnej nieznanych jej ludzi. I sala też gdzieś się rozpływa, nawet nie zauważa kiedy. Teraz stoi sama w jakimś korytarzy, którego podłoga wyłożona jest różowo czarnymi kafelkami, które przynoszą na myśl szachownicę.
Ona nie umie grać w szachy. Nie ma pojęcia, jak poruszają się skoczek, król, królowa, goniec, wieża i inne pionki o nazwach, które nic jej nie mówią. To, że czegoś nie umie sprawia, że chce jej się płakać. Ale powstrzymuje się, bo ma wrażenie, ze Kapelusznik na nią patrzy, a ona nie chce, by zobaczył jej łzy.
Wtedy na końcu tunelu widzi jakieś światełko. Chce pobiec ku niemu, mając nadzieję, ze okaże się ono Kapelusznikiem, albo zaprowadzi ją do niego.
Jednak, nim robi chociaż jeden krok, ktoś łapie ją za rękę i zatrzymuje. Podnosi wzrok
i widzi osobę, którą tyle czasu goniła. Nie wie, dlaczego to robi, ale rzuca mu się na szyję i wtula w jego zamszowy, bordowy płaszcz. Jest przyjemny i pachnie sianem, starym pergaminem i lawendą. Chce trwać tak przy nim wiecznie. Jest ciepły, tak przyjemnie ciepły. Gdy czuje na swoich ramionach jego dłonie, myśli, że chce oddać jej uścisk. Ale myli się.
Kapelusznik gwałtownie odrywa ją od siebie i pcha na bok. Słusznie, bo w tym momencie straszny metalowy stwór z rykiem tratuje miejscem, w którym przed chwilą stali. Przygląda mu się uważnie. Potwór ma gładki pysk, ale nad nim nie ma oczu, tylko szkło, chyba jakąś szybę. Na pysku, zamiast nozdrzy dwa światełka, które ona pomyliła z Kapelusznikiem. Gdy jej towarzysz uderza w stwora lakierowaną, czarną laskę, która nie wiadomo kiedy znalazła się w jego dłoni, rozlega się głuchy dźwięk.
Ja chyba wiem, co to jest, myśli ona, przyglądając się walce, To się nazywa samochód. S-a-m-o-c-h-ó-d.
I przypomina sobie, że to chyba sprawiło, że zapadła w ten dziwny, pozbawiony jakiejkolwiek treści sen. Chyba ja uderzyło, a ona poturlała się po jego pysku, wpadając i zbijając te szybki, które zastępują mu oczy. To wszystko, co pamięta i wątpi, by przypomniała sobie coś jeszcze.
Kapelusznik wygrał z tym śmiesznym stworem, który stał się kluczowym elementem w jej śnie. Po namyśle stwierdza, że to właśnie dzięki temu potworowi dostała się tutaj i spotkała Kapelusznika i, że już właściwie nie wie, czy on jest dobry, czy zły. Jej towarzysz dyszy, zmęczony walką, której ona nie widział, bo była zamyślona. Ale on podochodzi do niej i łagodnym głosem pyta, czy chce pójść z nim, odejść do jego świata. Ona chce mu odpowiedzieć, że jeszcze go nie zna, że nie jest gotowa, by odejść razem z nim, że nie chce opuścić tych, których kocha, nawet jeśli ich nie pamięta i, że chce sobie przypomnieć, jak tu trafiła i po co. To wszystko chce mu powiedzieć. Ale w ostateczności tylko kręci głową i zamyka oczy, znów w zapadając w sen.
Ale chłam, co nie~?